Solid MTB 2026 - Wilkowice (Finał)

SAGA RODU SOLIDOWICZÓW

Tom 12

 



Epizod XIII

Wilkowice (Grande finale)

 

 

Finałowy odcinek 12 sezonu Sagi Rodu Solidowiczów przeszedł do historii.  Czas na małe podsumowanie. Podsumowanie trudnego sezonu i trudnego finału.

Mógłbym marudzić, że w tym sezonie było zimno, że pogoda nie taka, że ciemno, że widoki nie takie, że nie wszystkie cele niezrealizowane, że 60% zdjęć w koszu, że, że, że.

Ale nie będę. Inaczej podejdę do tematu. Obiektywnie i bez zbędnych emocji. One przeszkadzają w (samo) ocenie. A piszę Ci o tym, bo jedna rzecz mnie niezmiennie fascynuje - to ile wspólnych elementów i mechanizmów ma sport i fotografia. Może jak to przeczytasz to podsumujesz sezon nieco inaczej tak, żeby czuć dumę a nie załapać doła. No to tak:

Cele: 

Poprzeczka była wysoko - zawsze jest wysoko. Tak mam. Często ta poprzeczka jest za wysoko. Może to oznaczać dwie rzeczy - albo byłem leniem albo cele były zbyt ambitne i po prostu potrzebuję więcej czasu.  Łatwo powiedzieć "od przyszłego sezonu średnia ma być 40". Cel fajny ale realizacja może zająć nie rok a trzy lata.To nie znaczy, że niezrealizowanie to porażka. To bardziej złe planowanie.

Zawsze do przodu:

To takie instagramowo - facebookowe (ale niekoniecznie realne). Były próby różnych rzeczy. Niektóre działały inne nie. I jak nie działało to albo trzeba było skręcić w inną drogę albo wręcz zawrócić żeby się nie pogubić. 3 kroki do przodu, jeden do tyłu. Sumarycznie idziemy. Wolniej ale idziemy. Krok wstecz to nie porażka. To świadome szukanie właściwej drogi. W życiu nie ma GPSa. Trzeba trochę po omacku. Mam gdzieś w głowie moją foto - wizję. Oj zawracałem w tym sezonie nie raz. Grunt, że mniej więcej (słow klucz) wiem jaki kierunek.

Porażki:

60% zdjęć w koszu. Niektóre tak koszmarne, że nawet ja ich nie powinien ich oglądać. Ale one też mi były potrzebne. Uczę się na tym co zadziałało i na tym co nie zadziałało. Wiedza, żeby pod żadnym pozorem czegoś nie robić jest tak samo ważna jak wiedza, że coś zazwyczaj zadziała.

Druga: nie załapałem się do generalki. Nom. Ja też sobie liczę ilość DSQ (za używanie niedozwolonych skrótów na trasie). I wyszło, że jednego etapu mi zabrakło. To muszę przełknąć. Owińśka była jakimś odległym projektem nigdy nie na poważnie. Cichowo wiedziałem, że mnie nie będzie z przyczyn niezależnych. Został Lgiń na, który ... nie dojechałem. Może kiedyś Wam napiszę dlaczego. 

Obiektywizm:

To (mi) nam kuleje. Jasny podział na fakty, z którymi się nie dyskutuje i na interpretacje, które snujemy ale one nie zawsze pomagają. No i jasny podział na przyczyny na, które mamy wpływ i te na, które nie mamy.

Pogoda? Nie mam na nią wpływu. Na to jak będę się do warunków adaptować już tak. Czasami też trzeba przyznać samemu przed sobą, że zostało się pokonanym. Tu dzisiaj Wam dziękuję za uratowanie wielu zdjęć. Jak nie ma światła to trzeba równoważyć pięknym  momentem. Wasze dobre samopoczucie i uśmiech robiły z nawiązką. Mówię o fazie przed startem i potem na mecie. No durna ta pogoda. Wczoraj było tak ładnie....

Sprzęt:

Znam jego ograniczania (i swoje w używaniu jego). Nie ma co biadolić, że coś nie wyszło skoro z góry było wiadomo, że nie wyjdzie. 

 

I na koniec najważniejsze. Aż tłustym napiszę: 

Dzisiaj fotograficznie jestem w miejscu które 4 lata temu było tylko marzeniem.  

Powiedz, a Ty jak siebie oceniasz? Bo wiem, że jesteśmy własnymi największymi krytykami i nie zawsze patrzymy obiektywnie.

 

P.S. Nie wszystko w tym sezonie udało mi się sfotografować i nie wszystko udało mi się napisać.

Obawiam się, że w przyszłym sezonie będę musiał parę razy wpaść.

Do zobaczenia. 


Finałowe rozdanie: TUTAJ

Zdjęcia w pełnej rozdzielczości: TUTAJ 

 

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty