Solid MTB 2026 - Przyłęk

 

SAGA RODU SOLIDOWICZÓW

Tom 12



Epizod IV

Przylek

 

Po Kamionkach (gmina wiatro-w-mord) obiecałem dwie rzeczy - trochę się ogarnąć i wspomnieć o moim psychologu. Tak jak to pierwsze nie do końca mi wyszło (znowu) tak o drugim coś napiszę.

Poznajcie dr Ridleya Noah. Patrząc wstecz - na rowerze już ponad 28 lat. To jest ponad 10 000 dni. Skłamałbym gdybym powiedział, że wszystkie te dni były cudowne. Wiele było wręcz koszmarnych.. Ale właśnie wtedy mogłem dostrzec jak ogromną robotę robił ten mój specjalista. Dzięki dniom lepszym wyrobiłem systematykę - wręcz automat, który można nazwać "idę na rower" - specjalnie nie używam słowa trening. Po prostu - na rower.  Trochę można się zmęczyć. Trochę dotlenić. Trochę pomyśleć będąc tylko sam ze sobą - tak, my intro lubimy sam ze sobą btw. Oczywiście coffe ride w grupie albo ustawka też działa cuda - tutaj kwestia waszego typu osobowości.

Tak wiec idzie sobie nasz kalendarz. Cudownie, cudownie, cudownie aż nagle jeb. Bomba - niektóre dni chce się wymazać z kalendarza. Ale automat został - "idziemy na rower". No to "dzida". Godzina - dwie - trzy. Nieważne. Ten czas jest potrzebny żeby "ochłonąć". Bo my ludzie działamy (upraszczając) w sposób następujacy:

Pierwsze skrzypce zawsze gra układ emocjonalny. On jest ściśle powiązany z mechanizmem przetrwania. Jest cholernie szybki - on omija korę mózgową w procesie decyzyjnym.  Jest jednak duże ale - on jest nieprecyzyjny. Tzn. mała pierdoła potrafi "odpalić" rakietę. 

Drugie skrzypce gra nasza kora mózgowa i szeroko pojęta logika. Ale z uwagi na złożoność naszej sieci neuronowej potrzebuje ona czasu. I dochodzimy do sedna - czas na "ochłonięcie". Na uruchomienie tej racjonalnej części. Na zmęczenie dzięki czemu negatywne emocje wyparowują. Po prostu nie ma już na nie siły. Przepracowanie czegokolwiek. Może da to początek opracowania jakiegokolwiek planu. Najważniejsze żeby jak najszybciej wróciła logika, która przywraca równowagę emocjonalną.

Ten temat jest spory. Spokojnie zapisałbym objętość pracy magisterskiej w tym zakresie. Zresztą w połowie tematów miałbym tyle. Swoją drogą wiecie jakie to trudne hamować żeby się nie rozpisać?

 

Aleee. Żeby zbyt pompatycznie i poważnie nie wyszło.

Jeszcze nie wszystkie szprychy w głowie są równo ponaciągane. Koło lekko (mocno?) bije. 

No więc, po kolei.

 

Punkt pierwszy. 

Kolejna galeria okupiona własną krwią. Sprawa była z pozoru banalna. Akacja - pięknie ususzona z niebywale okazałymi kolcami zażyczyła sobie zdjęcie.  Grzecznie odmówiłem argumentując, że teraz nie mogę bo zaraz pojadą kolarze. Wtedy wpadła w szał. Słowo daję - napadła mnie. Doszło do szarpaniny. Krew się polała. Ale ja zawsze plusów szukam. Odblokowałem nową umiejętność - "sierota".


Punkt drugi.

Tutaj uprasza się Panie o nieczytanie dalej. To tajemna wiedza plemienna przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Chłopaki - teraz do Was (ale ciiichooo - szeptem teraz mówię bo Panie mogą podsłuchiwać). 

Powiem Wam w jaki sposób Indianie golili nogi. No wiec potrzebne jest ognisko. Ale takie rozsądne. Większe niż grill ale mniejsze niż płonąca stodoła. I dzida w to ognisko.

I tu jest właśnie kluczowy rozmiar ogniska. Bo jak przegniecie to  poza nogami ogolicie brwi, rzęsy, włosy. W ogóle - wszystko ogolicie. Będzie glamour a nie do końca o to chodzi.


Po trzecie.

Cyfra 3 na termometrze mnie prześladuje.

Trzy stopnie, trzy stopnie, Trzy stopnie, Trzydzieści stopni. Dramat. Popocorn pod czaszką. 

 

Czwarty rozdział: TUTAJ

Zdjęcia w pełnej rozdzielczość: TUTAJ 


 

 

Komentarze

Popularne posty