SOLID MTB 2026 - Górzno

SAGA RODU SOLIDOWICZÓW

Tom 12


Epizod VIII

Górzno 

 

Górzno jest dla mnie etapem szczególnym. Wpis będzie długi dlatego pierwszy raz w historii bloga łamię schemat i umieszczam linki do zdjęć zaraz na początku.

Tu też ironia losu bo do Górzna ponownie trafiłem dopiero trzy sezony później. Z perspektywy czasu jednak - dobrze. Bo ten wpis jest inny niż byłby rok czy dwa lata temu.

Piąty rozdział: TUTAJ

Zdjęcia w pełnej rozdzielczości: TUTAJ

 

Dla wyjaśnienia szczególności Górzna muszę cofnąć się aż na sam początek mojej foto-nieprofesjonalnej przygody. Bo w całej tej przygodzie trwającej już ponad pięć lat przełomowe elementy były tylko trzy, albo aż trzy. Zależy czy ktoś jest optymistą czy pesymistą.

No wiec od początku. 

 

Przełom pierwszy 

Jest rok 2021. Koniec pandemii Covid-19. Zaczęły wracać zawody sportowe. Wiele z nich przekładane były rok do roku. Jednymi z takich były Mistrzostwa Polski w duathlonie na dystansie średnim w Czempiniu. Wtedy - nie zdając sobie jeszcze sprawy jak daleko idące konsekwencje będzie to miało - napisałem do organizatora o akredytację fotograficzną. Wspomniałem, że ranga zawodów to MP?

No i organizator odpisał. Okey odpisał. I tu nastąpiło przysłowiowe "jeb" bo nie zapomnę tego uczucia jakie towarzyszyło mi w ta deszczową wrześniową sobotę.

Wlazłem do strefy zmian z tą durną plakietką "MEDIA" a w głowie zagrały mi Elektryczne Gitary:

"I co ja robię tu? (U-u, co Ty tutaj robisz?)
Są takie rzeczy, że nikt nie zaprzeczy — po co tu się głowić?
Z daleka słychać szum (U-u, co Ty tutaj robisz?)
Dla wielkich oraz osłów, by się rzucić z mostu, no i łowić".

Zdarzyło Wam się kiedyś stanąć na starcie i chcieć uciec z sektora? Może pomówimy kiedyś o takich słowach jak panika, paranoja, obłęd? Wtedy ze znaczenia tych słów magistra w głowie napisałem. 

Chcieć uciec, a uciec to jednak nie to samo.  Nie uciekłem. Mało tego - w strefie finiszera siedziałem, ja introwertyk w środku tłumu - z krótkim obiektywem - gdzie do ludzi trzeba podejść. Dziwne toto było zjawisko. Jeszcze dziwniejsze było, że fotografia nie powiedziała nieśmiało "chodź" tylko capnęła za szmaty. Tak bez pardonu. Ja rozumiem, że zajawka na fotografie była prawie od dziecka. Ale żeby aż tak. No bez przesady. Trochę taktu droga fotografio.

BTW - wiecie, ze pierwsze zdjęcie sportowe zrobiłem w Wolsztynie w 2007 na trasie 64 TDP? Analogowym Zenithem - takim z kliszą do wywołania potem. Czyste szaleństwo.

Dobra, wracamy do opowieści. 

No wiec po MP w Czempiniu stanęły się dwie rzeczy. Powstał blog żeby te linki do galerii nie zaginęły w gąszczu socjal mediów i zupełnie przypadkowo powstała czarno - biała okładka albumu. Z perspektywy lat dość charakterystyczny element się z tego zrobił.

Idziemy dalej. Tak sobie pstrykałem czy to biegi, czy to triathlon, ba nawet pływanie. Gdzie żona startowała tam jechałem i dla zabicia czasu robiłem zdjęcia. Kiedyś zrobię z tego cały felieton. Felieton z czekania na mecie. Bo muszę Ci Zawodniku/Zawodniczko powiedzieć, że Ty jedziesz na adrenalinie - godzinę, dwie, trzy i więcej. Ale czekanie na mecie potrafi się dłużyć. Tam emocje są nic nie mniejsze. Teraz jak jestem bliżej Was kibiców to wiem nieco więcej niż kiedyś jak byłem zawodnikiem.

No wiec na triathlonie zacząłem obserwować pewien powtarzający się element. Fotografowanie jest przyjemne. Jednak triathlonowy etap rowerowy okazywał się przyjemny bardziej niż pozostałe dwa. Dziwna iskra się w oku zapalała. Albo inaczej. Iskra zapala mi się jak biorę aparat. Jak w obiektywie widzę rower to pojawia się żar - dmuchaliście kiedyś suszarką na grila? To tak dla zobrazowania.

Jesteście jeszcze? Jak tak to idziemy powoli do drugiego przełomu (kurde, zaraz zbuduję tamę Trzech Przełomów - wiecie, że ona zmieniła nieznacznie oś obrotu Ziemi?).

Przełom drugi

W Górznie dowiedziałem się, że jestem beznadziejnym planistą (tak, tak, z zawodu jestem planistą ;))

Ale po kolei. Jest czerwiec 2023 roku. Nudziło mi się (fotograficznie). Zupełnie przypadkiem gdzieś jakość doszukałem się, że będzie etap Solida w Górznie. Google maps - 28 km z czego jakieś 26 asfaltem - podjadę rowerkiem. Krótki email do organizatora w kwestiach technicznych czy mogę - bo jakby to powiedzieć. Ja się z tym aparatem szwendam gdzie się da. I zawsze wolę zawczasu dowiedzieć się co mogę, a czego nie mogę (i czy w ogóle mogę). Biedny organizator nie wiedział, że stworzy mtb-stalkera.  

I to dochodzimy do pewnego foto-wstydliwego faktu, który powoduje, że do tej pory chowam twarz w dłonie. Serio... 

No więc zaplanowałem sobie, że będę z Wami na starcie a potem dojadę za upatrzoną miejscówkę, która była na Waszym mniej więcej siódmym kilometrze. No i do teraz pamiętam to uczucie kiedy zdałem sobie sprawę jak katastrofalny błąd popełniłem na etapie planowania zdjęć. Zanim dojechałem na miejscówkę to praktycznie nie miałem już kogo fotografować.Widocznie przeszacowałem swoją kolarską zajebistość. Jednak Wy też szybko jeździcie, a do Sagana trochę widocznie mi jeszcze brakuje,. Dziwię się, że po takiej wtopie nie dostałem bana na dalsze solid-etapy. Po co komu foto-gamoń co nie umie wycyrklować kiedy kolarze koło niego przejadą. Rynce opadają normalnie - wasze. Pamiętajcie - moje zakrywają twarz...

Druga rzecz która nie przydaje mi planistycznego honoru to realizacja planu. Bo wiecie co? Plan był pojechać na jednego solida ot tak z nudów. Był czerwiec i brakowało mi jakichś zawodów. Lubię mieć minimum jedną galerię z każdego miesiąca. No więc.... 7078 zdjęć później, 2011 km dalej (wspominałem, że zawsze rowerem z Wami?), 28 etapów później chyba muszę przyznać sam przed sobą, że pierwotny plan wziął trochę w łeb. Trochę mocno. 

Mam jednak coś na swoje usprawiedliwienie. Wiem, wiem. winny się tłumaczy, aleee...

Jak dzisiaj pamiętam ten moment kiedy dojechałem do miasteczka zawodów. Zatrzymałem rower przed balonem startowym. Omiotłem wzrokiem miasteczko. Muzyka, rowery, krzątanina, przygotowania przedstartowe, sektory startowe. Wróciły wszystkie emocje ze wszystkich startów MTB. Emocje, które skrzętnie schowałem ponad dekadę temu. One nie zapukały grzecznie i nie poczekały na otwarcie drzwi. One wydarły się na wolność razem z drzwiami i futryną. Tętno140. Aparat ciężki. Jakby koń kopnął w pierś. Oj poczułem bardziej niż można się spodziewać.

Bo wiecie.  Czasami jest tak, że aura rezonuje do nas na tej samej częstotliwości. I wtedy te częstotliwości się wzajemnie wzmacniają. Jeżeli nie będzie dopasowania to nastąpi tłumienie tych drgań aż do całkowitego zaniku. Coś mi się ta fizyka w fotografii za często przydaje.

BTW. Ten dojazd rowerem też nie jest znikąd. Jakoś lepiej mi się wtedy robi zdjęcia. Chodzi o czucie. Fotografia to nie tylko patrzenie. Tu też kiedyś coś napiszę.

Dzięki temu jednak trochę się nauczyłem. Planowania, przemieszczania się (nie pytajcie w ilu różnych miejscach potrafię być), opowiadania historii. Bo jakby to powiedzieć. Lekko nie mam żeby być na starcie, trasie i mecie. Tak mam, że historia musi mieć początek, środek i koniec. Zupełnie inaczej by było gdyby FUN robił dwa okrążenia, a PRO trzy. Nie ma jednak tak dobrze. Nierzadko logistyka gdzie i o jakiej godzinie być to jest koszmar.

Przełom trzeci 

Cholerne Kamionki 2024 i całe 47 km pod wiatr o sile Halnego. Zawsze oddając galerię starałem się coś tam opisać. Jakoś nie mogę zdobyć się na zwykłe "masz zdjęcia". Tylko wtedy droga mi się tak dłużyła. Nogi bolały, zmęczenie dawało znać do tego stopnia, że Stwórcę widziałem... i jakoś żeby na łeb nie dostać (bo tam na granicy reinkarnacji jechałem) to tak sobie myślałem co by tu napisać jako wstępniak.

No i teraz macie... Hmmm.. nie wszystkie wpisy są mądre mówiąc kolokwialnie. Wspominałem, że w głowie nie wszystkie szprych są równo ponaciągane i koło lekko bije? Mało, że osiowo (prawo-lewo) to jeszcze promieniowo (góra-dół).

Sorrryyy za to. Ale to przez wiatr wtedy. 

 

No. To teraz jest jako taki wgląd skąd te czarno - białe okładki. Skąd te (nie)mądre opisy i czemu MTB zajmuje większą część całego bloga. 

 

@Edit

W Starym Strączu dowiedziałem się, że poetycko określacie podjazdy. Dzisiaj dowiedziałem się, że zjazdy również pieszczotliwie nazywacie ;) 

Komentarze

  1. Dobrze czyta sie te wpisy. Zawsze niecierpliwie czekam na krótki opis a nastepnie przegladam galerię zdjec szukając glownie swoich. Twoje zawsze najbardziej mi sie podobaja ze wszystkich galerii innych fotografów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty